1% a tyle pożytku

Jeśli nie macie planów względem 1% Waszego podatku, który można przekazać na organizację pożytku publicznego, to bardzo proszę - pomóżcie moim dobrym znajomym i przekażcie go na Fundację Hasco-Lek z dopiskiem dla Piotrusia Giela. Fundacja z tych pieniędzy finansuje Piotrusiowi m.in rehabilitację.

Piotruś ma dwa lata. Urodził się z zespołem Dandy-Walkera - to choroba centralnego ukladu nerwowego, pojawia się w pierwszym trymestrze ciąży. Nie wiadomo, jakie jest jej pochodzenie. W największym skrócie polega na powiększeniu komory czwartej mózgu i niedorozwoju móżdżku oraz niewykształceniu lub niedorozwoju robaka móżdżku. Piotruś ma upośledzenia równowagi i koordynacji ruchowej i jest opóźniony w rozwoju fizycznym. Ale czyni postępy: w Boże Narodzenie stanął na czworakach, zatem intensywna rehabilitacja przynosi efekty.

Dane dla Urzędu Skarbowego:
Nazwa OPP: FUNDACJA HASCO-LEK
Numer KRS: 0000252028
Informacje uzupełniające: dla Piotrusia Giela.


Dziękuję w imieniu Piotrusia i jego rodziców.


2010-02-06 13:49:08 skomentuj (1)
Urodzinowa perwersja

- Wiesz – powiedziałam do Męża – to jest perwersja, żeby w swój urodzinowy wieczór pić Fervex a nie wino.
- Nie, kochanie, to nie jest perwersja. To znaczy po prostu...
- ... że to już nie są osiemnaste urodziny, tak?
- Właśnie to chciałem powiedzieć.

Jak ja go znam :)

Tagi: dialogi, mąż
2010-02-02 22:31:46 skomentuj (25)
O ubocznych skutkach działania maści żmijowej

Bezlitosny budzik wskazywał 7.00, a przysięgłabym, że jest dopiero 4.30. Skoro dzieci śpią słodko w swoich łożeczkach, zamiast od godziny kotłować się w naszym i zasypywać roszczeniami, to musi być poniedziałek. A skoro tak, to postanowiłam być prawie jak matka pracująca zawodowo i odprowadzić dziecko do przedszkola w pełnym makijażu.

(Normalnie Piotrusia odprowadza Mąż, ale on nadal nie bardzo nadaje się do użytku. Co prawda chodzi już w miarę wyprostowany, ale lekarz nastraszył go trochę, że tego nie można zaniedbać, kazał się oszczędzać i wysłał na tygodniowe L4. Mąż w domu przez cały tydzień!! Armagedon!!)

Umyłam włosy, starannie ułożyłam fryzurę (którą niedługo potem wcisnęłam pod czapkę) oraz wykonałam makijaż. Z wyjściową twarzą zasiadłam z rodziną do śniadania. Mąż spojrzał na mnie raz, drugi, a trzeci raz popatrzył dłużej...

- Może ty kochanie powinnaś iść na jakiś kurs wizażu, makijażu czy czegoś takiego?...

...

Najdziwniejsze jest to, że maść żmijową wcierałam mu w dolne okolice kręgosłupa, żeby nie powiedzieć: w dupę, a on jadem strzyka z ust korali!

Ale że pomysł zrobienia takiego kursu już od dawna chodził mi po głowie, to zapiszę się na niego z okazji okrągłych urodzin. A kosztami obciążę Męża - za żmijowy język! :PPPP Czy któraś z Was słyszała o dobrym kursie wizażu w Krakowie?

Tagi: mąż
2010-02-01 22:20:10 skomentuj (10)
Czym się różni mimośród od korbowodu?

- Tatuuusiu, ale ulosłeś! - zakrzyknął z zachwytem Michaś na widok ojca wkraczającego na śniadanie w dumnej pozie homo erectus. Przez ostatnie dni protoplasta przybywał na posiłki zgięty w pałąk, trzymając się ścian i postękując z cicha. Najwyraźniej jad żmii zygzakowatej wmasowany czułymi rączkami kochającej żonki poczynił cuda i oto Mąż powoli wraca do żywych i sprawnych.

Alleluja! Będzie miał kto wynieść do piwnicy łóżeczko po niemowlętach, materac oraz ozdoby choinkowe!

Rozebraliśmy wczoraj drzewko, robota szła mi opornie i miała charakter syzyfowy, bo co zdjęłam kilka bombek i odwróciłam się po nowe pudełko, małe, sprytne rączki błyskawicznie rozwieszały je na powrót. Dopiero pierniczki uratowały sytuację. Zakurzone ciastka planowałam oddać ciotczynym kurom, ale nie zdążyłam, bo dzieci zjadły. Starłam kurz z wierzchu, odwróciłam wzrok i skupiłam się na szybkiej dechoinizacji, podczas gdy potomstwo z wielką przyjemnością pożywiało się ciastkami. Przy okazji cenna uwaga: pierniczki z przepisu Cioci Lusi fantastycznie zmiękły na powietrzu.

Wczoraj wieczorem wyhasane na śniegu do ciemnej nocy dzieci o 20.00 leżały już w łóżeczkach, Piotruś szeptał swoje wymyślanki, a ja przytulałam się do Michasia i odpowiadałam na jego rozliczne pytania:

- Mamusiuuu, a cio to źnaci: pinin?
- Pingwin syneczku, to jest ptak, który mieszka na biegunie południowym, na Antarktydzie, gdzie jest bardzo zimno, ma biały brzuszek i czarny frak...
- A cio to źniaci: komendat? A cio to źniaci: śtlaziak Sam? A cio to źniaci: Klecik?...

Wyluzowana na maksa, przyjemnie rozgrzana, półprzytomnie snułam opowieści o bajkowych bohaterach. Było mi po prostu rozkosznie. Gdyby ktoś mnie zapytał o pomysły na najmilszy wieczór mojego życia, to byłby on właśnie taki: z nosem przy policzku synka pachnącego lawendowym płynem do kąpieli, pod kołdrą z kaczego puchu (skala ciepła 4). Piotruś posapywał już przez sen, Michaś przymykał oczka, ja przymykałam oczka...

I gdy już-już wydawało mi się, że misja została zakończona sukcesem, wtedy padł cios. Cios brutalny i poniżej pasa. Młodszy otworzył szeroko oczy i i bardzo trzeźwym głosem zapytał:

- Mamusiuuu, a cio to źnaci: dlugi pinin?

Drugi pingwin??? Synu!! Aghrrrrrrrrrrrrrrr!....

A dziś rano, gdy szarym świtem gramoliłam się z pościeli, by uczynić zadość żądaniom dzieci (plosię o picie! Ja się chcę już ubieeeeraaaać! maaamooooo, dzie jeśt moja latalka???), a mój umysł błądził jeszcze kędy chciał, miast maszerować raźno, kędy musiał, zaatakował mnie Mąż, mamrocząc spod kołdry:

- Czym się różni mimośród od korbowodu? Bo wiem, tylko teraz jakoś nie mogę do końca skojarzyć...

Zaśmiałam się chrapliwie i poczłapałam do kuchni. Witaj, nowy dniu!

Tagi: dzieci, choinka, codzienność, mąż, pierniczki, michaś
2010-01-31 14:22:40 skomentuj (7)
Biegaj mamusiu, biegaj!

To już ostatnia chwila na świąteczne dekoracje. W weekend trzeba będzie rozebrać choinkę, ozdoby wynieść do piwnicy, gałązki do śmietnika. Z rozpędu może nawet rozkręcę łóżeczko, bo trochę graci w przedpokoju, ale graci planowo – powiększam mieszkanie metodą na kozę.

Okres bożonarodzeniowy chłopcy kończą z bogatym repertuarem kolędowym. Dziś wieczorem zaprezentowali próbkę:

- A-nioł pas-te-ziom mó-wił, Lyśtus sie wam na-lo-dził. W Be-tle-jem, nie-ma-za-co-i-mieś-cie... - skandował uroczyście Michaś, a Piotruś w tym samym czasie zawodził:
- Z narodzenia Paaaaana dzień dziś wesołyyyy... Maaaaaaaaamooooooooo, bo on mnie zagłuuuuuuszaaaaaaaaaaa!!!!

Na szczęście dziś padli szybko, więc wyli krótko. Przeczołgałam ich w południe po śniegu, bo zdecydowałam się na spacer mimo zielonego gila z Piotrkowego nosa. Gil już gorszy nie będzie, a przewietrzenie dzieci po tygodniu siarczystych mrozów uznałam za cel nadrzędny.

Usadowili się na sankach, Piotruś objął w pasie Michała, a nasz młodszy potomek zakrzyknął zachęcająco:

- Biegaj mamusiu, biegaj!

Tarzali się po śniegu jak dwa niedźwiadki, wrócili do domu w kombinezonach ociekających wodą, ledwo żywi, półleżąc na sankach. A przez resztę dnia tacy spokojni byli!...

Mąż wpasował się w tendencje i też półżywy leży. Postrzyknęło go straszliwie i od wczoraj nie nadaje się do niczego. Obiektywnie źle nie ma: leży w świeżej pościeli z laptopem podłączonym do Internetu, jedzenie i napoje dostaje do łóżka, a żona naciera go maścią żmijową. Oby tylko nie zaczął syczeć i strzykać jadem.

Tydzień z Mamą dobiegł końca, ze zdumieniem patrzę, gdzie mi ten czas uciekł, nie zrobiłam ani połowy rzeczy z mojej listy zadań, mam zaćmienie umysłowe i nie potrafię napisać felietonu do Qlturki (ani żadnego innego tekstu, który zaczęłam i skończyć powinnam). Źle ze mną. Gdzieś zgubiłam ten impet, z którym wpadłam w nowy rok. Mam nadzieję, że odzyskam go na początku lutego.

Tagi: dzieci, codzienność, mąż, piotruś, michaś, kolędowanie
2010-01-29 21:45:03 skomentuj (3)
Anegdotki poweekendowe

Piotruś do Michasia i Karolinki:

- Ładnie wyglądacie, ale posłuchajcie mnie: jak coś tu będzie zbrojone, to zaraz idziecie do kąta, zrozumiano?

***

W niedzielę w południe wracamy z kościoła z Mężem i moją siostrą Agnieszką, dywagując, czy pozostawione pod opieką Dziadków dzieci śpią, czy nie.

- Raczej nie, za dużo wrażeń mają, żeby zasnęli.
- Kto wie, babcia ma sposoby...

Wchodzimy do domu, wita nas błoga cisza, a Mama wychodzi do przedpokoju kładąc palec na ustach.

- Ciiiii!...
- Kto śpi? - pytam szeptem.
- Dziadek.

Tagi: dzieci, codzienność, mama, piotruś
2010-01-28 15:31:14 skomentuj (5)
Jeśli dziś wtorek, to mieliśmy małe przemeblowanie

Zachowałam się dziś jak klasyczna suka: zawlokłam słabującego Męża do Ikei, wykorzystałam finansowo, a po powrocie do domu zmusiłam do prac fizycznych. Próbował się wykręcać:

- Zawiozę cię przed pracą, a odbiorę wieczorem, co? Spokojnie sobie pooglądasz, zjesz obiad, zrobisz zakupy...
- Nie ma mowy – oparłam twardo i hardo – potrzebuję twojej karty kredytowej.

Oto bowiem kupiliśmy Michasiowi nowe łóżko!!! (a przy okazji pościele, ramki, nowe podkładki pod talerze – poszłam w zieleń - i kilka innych drobiazgów). Przemeblowaliśmy w małym pokoju, który zrobił się jeszcze mniejszy (zdziwiłabym się, gdyby było odwrotnie), wysprzątałam kąty, znalazłam wiele zaginionych zabawek i klocków. Na światło dzienne wyszły ściany przez dwa lata schowane za meblami. Błagają o nową farbę. Wiosenne malowanie zbliża się wielkimi krokami. A ja tak nienawidzę remontów!!!!....

Michaś oszalał na punkcie nowego łóżka, kokosił się tam z rozkoszą wypisaną na obliczu. Oczywiście korzysta z wolności, wybiegając z pokoju przy każdej sposobności. Ja też jestem zadowolona, bo wreszcie wieczorem mogę położyć się przy nim jak człowiek, a nie smyrać go i głaskać przez szczebelki, odgniatając policzek na krawędzi łóżeczka.

Po kilkunastu minutach przewalania się w nowych piernatach obraził się na mnie, bo zabroniłam wstawać i oświadczył:

- Ide do śfojego łóźka!

Piotruś do pakietu zaropiałe oczy+gorączka gratis dostał w ekstra bonusie straszny_katar. Okropnie zmarnowany jest. W związku z tym ostatniej nocy dużo spacerowałam, nosiłam po domu jakieś ciężkie i rozpalone dzieci i sadzałam na nocnik („Maaaaamooooooo, chcę siku, a nic nie wiiiiidzę, bo mi się oczka skleiiiiłyyyyyy”), zbijałam gorączkę, odmaczałam zaschniętą ropę na rzęsach i przekonywałam, że 4.58 nie jest dobrą porą na gry i zabawy towarzyskie z chorym bratem („Maaaaaamoooo, ja cie do Piotluuuusiaaaaa”).

Żeby tylko Piotrek wykurował się do balu! Kupiłam pelerynę czarodzieja, dokupię jeszcze czarodziejską różdżkę i powinien być zadowolony. Nie jest to co prawda kapiąca rynna, ale może obleci. No i rolę muzykanta musimy poćwiczyć w domu, bo w drugim tygodniu lutego Jasełka w przedszkolu.

Pewnie miałam w zanadrzu jakieś błyskotliwe myśli, śmiałe koncepcje i rewolucyjne teorie, ale zamiast dumać, co to było, pójdę zdeponować obolałe członki na łóżku, póki nikt nie woła.

I tak właśnie ludzkość traci okazję posłuchania geniusza, gdy geniusz miast o ludzkości myśli o własnej wygodzie.

Tagi: dzieci, codzienność
2010-01-26 22:35:15 skomentuj (6)


Lilypie Fifth Birthday tickers


Lilypie Third Birthday tickers




Baner Polekont




Tu się lansowałam:



książka skarg i wniosków

2010
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń



Tagi


rozrywka dla najmlodszych
kolorowanki
Przewodnik po internetowych zabawkach dla dzieci
Sesame street
Teletubbies
mini mini
Boowa & Kwala
czerwona rybka
boobah

WIELKI TRIUMFALNY POWRÓT
ladonna
wielo-kropek
zapiski tesciowej

UWAGA. Pożeracze czasu. Klikasz na własną odpowiedzialność!
mahjong
bąble

ku pamięci (może jeszcze wrócą?)
bibliotekarka
misica
cycaty
gwi-zdek
trinity
hilary

w krótkich majteczkach
jagoda
sajmon
kuba i kola
misica i jej dzieci
przygody pana bazylka

klasyka gatunku
żona mnie opierniczyła
odchudzam się
za co on się obraził
matka mojego dziecka

po znajomości
operka w brukseli

szeroko pojęta wspólnota doświadczeń
agnieszek
zmorka
do jasnej anielki
idiomka
tomaszowa
moje-waterloo
kocica
kinga i spółka
eeewa
powtórka
hal
mat-ka
zeszydło
pursulka
lisia nora
epilia
małgo
kwiatkowska
gogenzola
silene
balderdash
ozyrynio
babibu
radziecki termos
kociubińska
druga mama
jak ciotka w kielcach
skafander i hiena
crazy house
gruba i wąski
alrisa
stara panna
kizia
so-so
zimno
kapcie rozmiar 47
sistermoon
młoda zebra
barbarella
pierwsza żona
dr żmija
misiacy

wejście służbowe
tylko dla personelu

czytam najczęściej jak mogę - bo codziennie to już nie wyrabiam :)
piotruś pan
córcia
ten kot mnie wkurwia
frotka-w-ultraviolecie
dom na guziki
rozmowy w toku
wojtek
leon freon
stardog
zamorscy przyjaciele
genuine
mały
nie taki admin straszny
cloudy
cashew
thea
w szczebrzeszynie





Napisz do mnie
skoro musisz ;)



referer referrer referers referrers http_referer
{smscontact} df5ce8a0ffef0f8b122a3ad74b947068